Przeglądając kolorową prasę coraz częściej spotykam artykuły pisane przez psychologów o dojrzałości mężczyzn i kobiet. Żyjemy z pewnością w ciekawych czasach, gdzie zachodzą wielkie zmiany kulturowe. Dzisiejsze pokolenie młodych dorosłych potrafi założyć start-up i pozyskać miliony na inwestycje, ale nie radzi sobie z bliskością i samodzielnością w relacjach rodzinnych. Mamy synków mamusi, którzy nie zostali od niej uwolnieni na określonym etapie rozwoju emocjonalno-psychicznego. Jeśli zabrakło ojca, bo wolał czytać gazetę i się nie wtrącać, był nieobecny bo zarabiał pieniądze, oznacza to tyle, że zabrakło wprowadzenia do dorosłości, gdzie są reguły, zasady i na wszystko trzeba sobie zapracować. Nikt chłopca nie nauczył bycia mężczyzną. W związku z tym pozostała matka, która sprzedała zakrzywiony obraz mężczyzny i popkultura, która rozumie męskość jako „nie dziecko, nie kobieta i nie gej”. Kobietom również zabrakło roli ojca i zostały zawłaszczone przez matki. Zarabiają własną kasę, odnoszą sukcesy zawodowe ale boją się odebrać telefon od matki. Nie mogą zbudować dojrzałej relacji, bo ciągle muszą wybierać między nią, a mężczyzną. Z tej krótkiej historii rysuje się ogólny kryzys męskości. Świat islamski walczy zaciekle broniąc ostatniej flanki skostniałego patriarchatu. W kulturze zachodniej mamy hołdowanie temu, co delikatne, łagodne, opiekuńcze i generalnie mówiąc macierzyńskie. Kiedy spaceruję parkiem, mijam całe watahy facetów z wózkami, jeszcze dziesięć lat temu koń by się uśmiał, a jednak. James Hillman psycholog i prekursor szkoły archetypowej psychologii analitycznej powiedział, że rolą mężczyzny jest bycie nieobecnym. Mężczyźni od zawsze wyruszali na wyprawy wojenne, pływali na statkach, brali udział w wędrówkach kupieckich. Mimo to sprawowali swoją rolę ojcowską, potrafili wymierzyć karę i wprowadzali w dorosłość. Twierdził, że model męskości lansowany przez amerykańską kulturę, gdzie mężczyzna zajmuje się domem i dziećmi prowadzi do tragedii. Mężczyzna musi ruszyć w świat i go podbijać, bo inaczej będzie obijał żonę i dzieci. Ciekawa koncepcja, ale w pewien sposób sprawdzała się przez stulecia. Dzisiaj mamy chyba więcej rozwodów niż narodzin. I można tu upatrywać kilka przyczyn. Mężczyźni, którym ojciec nie zamontował kręgosłupa moralnego, oczekują od świata i swoich partnerek bezgranicznej akceptacji takiej, jak od matki oczekuje małe dziecko, a kobiety uwikłane w relacje z matką nie potrafią zaangażować się w związek damsko-męski. Często, z pomocą mamusi spostrzegają mężczyznę jako złego wilka, czyhającego na biednego Czerwonego Kapturka. Ponieważ sprawa z męskością i kobiecością jest skomplikowana, to oznacza, że nie ma prostych rozwiązań. Psychoterapia na tym polu będzie miała sporo do powiedzenia, ale odłączona od kultury, stanie się doktrynerska i wyzuta z szerszego rozumienia tak, jak dzisiejsza medycyna, która została pozbawiona myślenia psychologicznego. Lekarz już od dawna nie rozmawia z nami, nawet z naszą nerką, tylko z jej wynikami. Potrzebne jest łączenie psychologii z kulturą, bo człowiek jest nie tylko mikrokosmosem, czy istotą społeczną, ale także częścią czegoś większego. C. G. Jung twierdził, że kultura znajduje się w nas samych, a mój kolega dr. Dudek nazywa człowieku homo culturalis, czyli człowiekiem kultury.

 

Dominik Gebler